Gadzinka — 5+6

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Zwad
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 34
Zobacz teksty użytkownika:

Gadzinka — 5+6

Post#1 » 27 paź 2020, o 22:10

Opowiadanie erotyczne z COVID-em w tle 

 

Spis treści: 

Rozdział 1 + rozdział 2 

Rozdział 3 + rozdział 4 

Rozdział 5 + rozdział 6 

Rozdział 7 + rozdział 8 

 

5. Wykałaczkowa terapia 

 

Centrum rehabilitacji mieściło się w głębi posesji ulokowanej pomiędzy starymi kamienicami ulicy Toruńskiej. Ola wdzięczna była właścicielowi, że wygospodarował miejsce na przyzwoity parking, dzięki czemu mogła podjechać blisko wejścia do budynku. Każdy metr mniej do przejścia przyjmowała jak błogosławieństwo. 

Przed pulpitem recepcyjnym, na zwisających z sufitu łańcuchach zawieszone były duże płyty z grubej, sztywnej folii. Kołysały się nieznacznie, ilekroć ktoś koło nich przechodził. Na środkowej przyklejono dwa ostrzeżenia wydrukowane na kartkach A4; „Stop! Zdezynfekuj ręce!” oraz „Chroń siebie i innych” z piktogramem maseczki oraz społecznego dystansu 1,5 metra. 

– Proszę zdezynfekować ręce i założyć maseczkę – uprzejmym, choć znużonym tonem recepcjonistka witała wchodzących. Nawet na chwilę nie oderwała spojrzenia od ekranu monitora. Wskazujący palec prawej ręki obracał kółeczko myszki powolnym ruchem w dół. 

– Zostawiłam maseczkę w samochodzie. Może obejdzie się bez niej? Tak mnie boli, że ledwo chodzę. 

Brunetka za pleksiglasową szybą pokręciła odmownie głową, wciąż śledząc coś na ekranie. 

– Ale czy pani rozumie, że mnie boli – Ola zaczynała podnosić głos – boli jak cholera! 

Wyszła dzisiaj wcześniej z pracy. Czas od dwunastej do osiemnastej, kiedy to zaczęła zbierać się do wyjścia do przychodni, przeleżała na brzuchu w poprzek łóżka. W tej pozycji ból w plecach był najmniej odczuwalny. Za to kiedy wstała, przy każdym ruchu rwało ją w plecach tak, że z trudem tłumiła żałosny jęk. 

Brunetka ruchem samych gałek ocznych przeniosła wzrok na piegowatą twarz dziewczyny. 

Każdy pacjent jest zobowiązany do przestrzegania procedur przeciw COVID. Pani też! – wydeklamowała z wyuczonym spokojem i z powrotem przeniosła wzrok na ekran. 

Ola przewróciła oczami i poczłapała do auta. Ciemnozielona maseczka, w której niebawem wróciła, miała wyhaftowane po lewej stronie lekko rozchylone usta, jakby do pocałunku. Karminowa nitka, którą sama dobrała, mocno kontrastowała z materiałem, ale w otoczeniu jej rudych włosów całość prezentowała się zalotnie. 

Ola posłusznie psiknęła przyjemnie pachnącym płynem na obie dłonie i potarła jedną o drugą. 

– Jestem umówiona na dziewiętnastą z panem Hubertem – powiedziała zbolałym głosem. 

Brunetka zza pleksiglasowej szyby poprosiła ją o dowód osobisty, a gdy przepisała niezbędne dane, skinęła głową w stronę mężczyzny stojącego w zacienionej części korytarza – pan Hubert już może panią przyjąć. 

Teraz dopiero Ola uzmysłowiła sobie, że zarys sylwetki, którą dostrzegała kątem oka, to był właśnie on. Stał z założonymi rękami, oparty o ścianę obok drzwi do gabinetu. Był proporcjonalne zbudowany, nieznacznie wyższy od niej. Miał na sobie spodnie od dresu i luźno dopasowanego t-shirta. Widać było, że jest wysportowany, lecz nie był typem atlety z bicepsami nabrzmiałymi od odżywek kupowanych na siłowni. Patrzył na nią badawczo brązowymi oczami spod czarnych, krótkich włosów lekko opadających na śniade czoło. 

Zdała sobie sprawę z tego, że musiał obserwować ją już od momentu, gdy po raz pierwszy weszła do przychodni. Teraz żałowała sprzeczki z recepcjonistką – No tak, wyszłam na zrzędę – pomyślała. W momencie, w którym na niego spojrzała, jego miękki, ale zarazem badawczy wzrok, odkleił się od jej bioder i powędrował ku jej twarzy. 

– Zapraszam – fizjoterapeuta wyprostował się i gestem ręki wskazał otwarte drzwi. Gdy mijała go, wchodząc przodem, w jej nozdrza wleciał subtelny zapach sandałowego drzewa. Gęsia skórka obsypała jej przedramiona. Orientalne zapachy, zawsze ją ekscytowały. 

Zaproponował, by z uwagi na pandemię, nie szła przebrać się do szatni pacjentów, lecz przebrała się za parawanem w rogu gabinetu. Ola chętnie przyjęła tę propozycję, przede wszystkim dlatego, że oszczędzało jej to dodatkowych, bolesnych kroków. 

Niebieskie spodenki z cytrynowymi lamówkami, w których zeszłego lata pływała kajakiem z Ignacem, okazały się mniej luźne niż je zapamiętała. Plecy bolały okrutnie, gdy schyliła się, by je podciągnąć. Stękała przejmująco niemal przy każdym ruchu. 

– Może pomóc? – zapytał Hubert zza parawanu.  

Jeszcze czego – pomyślała. Zacisnęła zęby i zmusiła się do ostatecznego wysiłku. 

Z przebraniem koszulki poszło łatwiej. W międzyczasie rehabilitant wypytał ją o to, co się stało. Zdała mu relację z podnoszenia kartonów i z niespodziewanego ataku bólu. 

– Czy w przeszłości miałaś jakieś urazy w innym miejscu niż plecy? 

Zwrócił się do niej per ty. W sumie nie było w tym nic dziwnego. Poznali się jeszcze, gdy był z Agatą, na firmowej imprezie z okazji 10 lecia istnienia banku, w którym pracowały. Już wtedy wydawał się jej atrakcyjny. Stał z nienapoczętym kieliszkiem szampana w dłoni, oparty o ścianę dokładnie w takiej samej pozycji, w jakiej przed chwilą stał na korytarzu przychodni. Obserwował ludzi. Do nikogo się nie uśmiechał, więc pomyślała sobie, że pewnie nikogo nie zna i że będzie wdzięczny, gdy do niego zagada. Chyba nie był. Odpowiedział jej coś zdawkowo. Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo muzyka zaczęła grać i Ignac porwał ją do tańca. Tańcząc, miała wrażenie, że chmurny brunet ciągle się jej przygląda. Niestety, gdy skończyli grać ani jego, ani Agaty już nie było. 

– Nic nie pamiętasz? – Powtórne pytanie wyrwało Olę z zadumy. - Czy zdarzały ci się bóle w innych częściach ciała? 

– A sercowy zawód zalicza się do urazów w innych częściach ciała? – Sama się zdziwiła, że pomimo bólu ma siły, by silić się na żartowanie. 

– Nie, bardziej mi chodzi o urazy mechaniczne, upadki, ciężkie zwichnięcia i temu podobne – Hubert wydawał się nie dostrzegać dowcipu. 

– Spadłam z konia i złamałam nogę. To było trzy lata temu. Wszystko się dawno zagoiło i już nic nie boli. 

– To może być jakiś ślad – Hubert wyraźnie się ożywił. – Która noga była złamana? 

– Lewa. 

Potem polecił jej stanąć plecami do siebie i przenosić ciężar ciała raz na lewą, raz na prawą, a raz na obie nogi. Po każdej zmianie pozycji naciskał placem wskazującym lub kciukiem jakieś punkty na jej szyi, bokach i lędźwiach. Pytał, czy ją boli bardziej, czy mniej. Początkowo denerwowały ją te uciski, bo oczekiwała jakiegoś konkretnego zabiegu, jak chociażby masażu. Poza tym zapach drzewa sandałowego, który czuła teraz wyjątkowo mocno, utrudniał jej koncentrowanie się na odpowiedziach. A może to nie zapach? Może to jego ciepły, niski głos, który słyszała tuż za sobą? – Kolejny szaman pseudo chińskiej medycyny naturalnej! – pomyślała ze złością. 

– Będziesz teraz wbijał szpilki we mnie? – zapytała cierpko. 

– Szpilki nie. Bardziej wykałaczkę – odpowiedział, podchodząc do małej szafki stojącej pod ścianą. Z szuflady wyciągnął lekko zaostrzony, drewniany patyk, podobny do tego, jakiego używa się do robienia szaszłyków. 

– Połóż się na plecach na kozetce – poprosił, rozwijając papierowe prześcieradło na miejsce, w którym miała się położyć. Jego twarz, jeszcze ani razu od początku wizyty, nie ukazała żadnego zwyczajowego uśmiechu. 

Ola z trudem wsunęła pupę w głąb leżanki i zaczęła się zastanawiać jak w najmniej bolesny sposób przejść do pozycji horyzontalnej. 

– Pomogę ci – Hubert lewą ręką złapał od tyłu jej szyję, a prawą podtrzymał plecy. Z tą asekuracją Ola zdołała się położyć niemal bez odczuwania bólu. 

– Teraz podnieś zgiętą w kolanie prawą nogę do poziomu. Będę starał się ją przechylić w różne strony, a ty nie pozwól jej zmienić pozycji. 

Hubert naciskał patykiem przez sekundę lub dwie wybrane punkty na biodrach, udach i ramionach, a potem sprawdzał, czy Ola jest w stanie przeciwstawić siłę swojej dolnej kończyny naciskowi jego ręki. Chłopak całkowicie skoncentrował się na badaniu. W skupieniu mówił coś pod nosem do siebie, przepowiadając efekt, jakiego się spodziewał. Gdy kończyny dziewczyny reagowały zgodnie z tym, czego się spodziewał, wyraźnie się ożywiał, a gdy nie – popadał w krótką zadumę, obmyślając kolejny test. 

Ola przestała koncentrować się na swoim cierpieniu. Obserwowała, jak ból przemieszcza się po jej ciele, w zależności od tego, gdzie i jak Hubert "wbijał" swoją drewnianą szpilkę. Uczucie irytacji powoli ustępowało miejsca zdziwieniu. Nagle zdała sobie sprawę, że ten wędrujący ból stał się jakby mniejszy. 

– Żaden punkt nie jest już blokowany, a odruchy są naturalne – jego ciepły głos wyrwał ją z zadumy. – Połóż się teraz na brzuchu, rozmasuję ci plecy, a potem wykonam zabieg Indiba. 

– Indi... co? – twarz Oli prezentowała lekkie przerażenie. 

– Indiba – roześmiał się na krótko Hubert. Równe, białe zęby zalśniły w otoczce ciemnego, krótkiego zarostu. Jego śmiech topił napięcie u Oli, jak żelazko topi kostkę lodu. – Jedynym nieprzyjemnym momentem tego zabiegu będzie zetknięcie się twojego brzucha z tą zimną blachą. – Pokazał jej cienką blaszkę mniej więcej formatu A4, połączoną elastycznym przewodem z aparatem na stoliku obok. 

– To znaczy, że mam zdjąć t-shirta? 

– Tak, poproszę. 

Ola zadarła krawędź koszulki ponad głowę, zakrywając na moment swoją twarz. Gdy odzyskała pole widzenia, zauważyła, że Hubert wlepiał wzrok w jej opięty stanikiem biust. Wyraz jego twarzy wyrażał zdziwienie i trochę chłopięcego oczarowania. Trwało to nie dłużej niż sekundę, ale wystarczająco długo by była pewna tego, co zaobserwowała. Spostrzegła, że to łakome spojrzenie wcale jej nie zirytowało, jak to bywało zazwyczaj. Wręcz przeciwnie, ogarnęło ją ciepłe uczucie satysfakcji. Niestety ta przyjemna chwila trwała krótko, bo przerwała ją kolejna fala bólu w plecach, która nadpłynęła, gdy kładła się na brzuchu. – A miało być lepiej! – pomyślała. 

Metalowa płytka nie była, aż tak zimna, jak się tego obawiała. Przyjemnie ciepłe dłonie Huberta energicznie rozcierały jej plecy. Ból zdawał się rozpływać gdzieś po jej ciele i powoli znikał. W końcu, po całej dobie cierpień poczuła ulgę. Oddała się temu kojącemu uczuciu całkowicie. 

– To już koniec – jego głos znowu zaskoczył ją zatopioną w błogich myślach. Nastąpiło to tak szybko. Zdecydowanie za szybko. – Jeżeli boli mniej to dobrze, ale potrzeba jeszcze kilku dni by dolegliwość ustąpiła na stałe. Jeżeli ból będzie dokuczliwy, weź Ketonal, ale jeżeli jesteś w stanie wytrzymać, to unikaj faszerowania się chemią. Ból to sposób, w jaki twój organizm mówi ci, co się z nim dzieje. – Na twarzy Huberta nie było już śladu tego rozmarzonego wyrazu, który spostrzegła wcześniej. Z powrotem był profesjonalistą. 

– Czyli jest szansa, że to całkiem przejdzie? 

– Oczywiście! – zapewnił. – Być może już ta wizyta będzie ostatnią. 

Oli przez moment wydawało się, że w głosie chłopaka usłyszała jakby nutkę zawodu, a jego wzrok powędrował gdzieś w stronę kąta gabinetu. 

– Ale! – Terapeuta znowu nabrał wigoru i spojrzał prosto w jej zielone oczy. – Gdyby ten ból nawracał i ćmił przez wiele dni, to nie chodź z nim, czekając, aż sam przejdzie, tylko zadzwoń do mnie. Zrobię Ci falę uderzeniową i to powinno rozwiązać sprawę ostatecznie. – Dziewczyna miała wrażenie, że myśl, którą właśnie przedstawił, poprawiła mu nastrój. 

– Teraz nie możesz? 

– To byłoby za dużo jak na jedną wizytę. I tak jesteś nieźle styrana – powiedział z pewnym siebie głosem. – Poza tym, może się okazać, że fala wcale nie będzie potrzebna. 

Ola odniosła wrażenie, że wypowiadając tę ostatnią kwestię, chłopak jakby odrobinę zmarkotniał. Szybko przegoniła tę myśl ze swojej głowy. – Ta! Chciałabyś! To są twoje fantazje Oleczko, zejdź już na ziemię! 

– A co mogło być przyczyną takiego ataku? – zapytała, wracając do rzeczywistości. – Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego. Jestem sprawna, prawie bez nadwagi – sama zdziwiła się skąd w niej tyle szczerości, ale przed tym chłopakiem to było jakieś takie naturalne – regularnie się ruszam – ciągnęła. 

– Pewnie to kombinacja kilku przyczyn, które zbiegły się w jednym, pechowym momencie. Mogłaś dłużej przebywać w niewygodnej pozycji, organizm może być osłabiony jakąś niedawną infekcją, wykonałaś większy wysiłek, masz jakiś stres w pracy lub w domu, zimne powietrze przewiało ci po lędźwiach... 

– No tak – przerwała mu tę niemającą końca litanię – spałam ostatnio w koronkowej bieliźnie przy otwartym oknie... – Ola ugryzła się w język. Po co mówi mu takie szczegóły?! 

 

6 Boli... chyba 

 

Pomieszczenie socjalne w banku ING przy ulicy Mostowej było nowocześnie urządzone i wyposażone, ale niestety ciasne. Pracownicy starali się nie korzystać z niego jednocześnie, bo gdy więcej niż trzy osoby parzyły sobie kawę, czy herbatę, manewrowanie naczyniami z gorącymi płynami groziło poprzeniem. 

W poniedziałkowy ranek Ola i Agata przyszły do biura najwcześniej i skrupulatnie to wykorzystały, zajmując kuchenkę jako pierwsze. 

– I co? W niedzielę też przychodził stukać w Twoje drzwi? – zapytała Agata. 

– Szczęśliwie nie! – Ola odpowiedziała z ulgą. – Pewnie zniechęcił się po tych pięciu nieudanych próbach w sobotę. Dobrze, że mnie wtedy nie było w domu. – Kapsułka z kawą Nikaragua, wyjęta z drucianego stojaka w kształcie kaktusa, wylądowała w automacie do kawy. – Dzięki, że mnie zabrałaś do Wielonka – dodała po chwili – gdybym została w domu, pewnie bym zmiękła i wszystko by wróciło do stanu poprzedniego. A im dalej od rozstania, tym bardziej jestem pewna, że już tego nie chcę ciągnąć. 

– No, no, no! – z podziwem zawołała blondynka. – Jaki postęp. - Wzięła przyjaciółkę w ramiona i serdecznie uścisnęła. 

Wyswobodziwszy się z tych czułych objęć, postawiła filiżankę pod dyszą ekspresu i nacisnęła guzik. Dno naczynia zaczęło pokrywać się aksamitną kremą w jaśniejsze i ciemniejsze prążki. To był zwiastun dobrej, aromatycznej kawy, która oznaczała początek dobrego dnia. Ola uśmiechnęła się do siebie na ten widok. 

Czekając na dostęp do automatu, Agata z przyjemnością przyglądała się zadowolonej koleżance. 

– Ojej! – Piegowata twarz rudej dziewczyny raptownie przybrała zbolały wyraz. 

– Co się stało? – zaniepokoiła się blondynka. 

– Nie, nic takiego – lekko zmieszała się Ola, zdawszy sobie sprawę, jak gwałtownie podniosła głos. – Przypominało mi się, że plecy chyba mnie znowu bolą. 

– Jak to "chyba"? - zapytała podejrzliwie Agata. 

– No... raz bolą, a potem przechodzi i... znowu bolą, i... tak w kółko. 

– Ale w sobotę i wczoraj cię nie bolały. 

– No wczoraj nie... to znaczy wieczorem już chyba tak, no i teraz trochę bolą. 

– Mam Ketonal, chcesz? 

– Nie, nie – zaprotestowała energicznie – w tej sytuacji nie powinnam brać środków przeciwbólowych, bo tłumią reakcję organizmu podczas badania. 

– Podczas jakiego badania? 

– No normalnego... u Huberta. 

– Umawiasz się z moim Ex? 

– Nie "z twoim Ex" tylko "u twojego ex" - Ola zaczerwieniła się lekko. - Miałam się zgłosić, gdyby ten ból nawracał i ćmił przez wiele dni. Takich sytuacji nie można bagatelizować. 

– Ale od piątku, to nie jest wiele dni. Poza tym bolało cię tylko wczoraj. - Agata spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwie. - "Chyba" bolało – dodała po chwili, z szyderczym uśmieszkiem akcentując mocniej pierwsze słowo. 

– To pozwolisz mi się z nim... to znaczy do niego umówić? 

– A rób sobie, co chcesz! Twoje życie i twoje idiotkowanie. 

– Ale ja nie wzięłam od niego numeru telefonu... - Ola spojrzała prosząco na przyjaciółkę. 

Agata wywróciła oczami i sięgnęła po swojego smartfona. 

 

Część następna 

---- 

APPKA= Bądź szczery

C'est la vie!

Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości