Ɐsymetria - część I

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Bordo
kozik
kozik
Posty: 95
Zobacz teksty użytkownika:

Ɐsymetria - część I

Post#1 » 7 lis 2020, o 12:33

(Opowiadanie jest fanowską kontynuacją Symetrii w reżyserii Konrada Niewolskiego) 

 

 

 

Piotr - Jakub Gierszał 

Łukasz - Arkadiusz Detmer 

Kosior - Mariusz Jakus 

Zborek - Andrzej Andrzejewski 

Weronika - Paulina Szostak 

Argon - Marek Molak 

Dawid - Andrzej Chyra 

Kamil - Mateusz Nędza 

Adolf - Dariusz Biskupski 

Pszczółka - Oliwia Hołozubiec 

Majewska - Grażyna Szapołowska 

Papier - Tomasz Dedek 

Ciemny - Michał Waleszczyński 

Kurski - Piotr Fronczewski 

Albert - Borys Szyc 

Prezes sądu - Danuta Stenka 

Szmit - Jan Frycz 

Siwy - Marcin Jędrzejewski 

Jacek - Michał Zakrzewski 

Aptekarka - Edyta Olszówka 

 

 

Piotr Bielak spojrzał na swojego rywala i uniósł gardę w momencie gongu. Anatolij Berezowski próbował kopnąć go prosto w klatkę piersiową, co spotkało się z blokiem i kontratakiem. Walka na chwilę została przerwana przez sędziego. Po chwili Piotr, z iskrami w oczach, zasypał gradem ciosów Rosjanina, masakrując mu twarz. Wściekły Berezowski przez resztę rundy próbował wykończyć Bielaka, na próżno. W ostatnich sekundach Piotr zadał decydujący cios, nokautując przeciwnika. 

 

Po ogłoszeniu zwycięzcy, wycieńczony Piotr usiadł na macie, słysząc jedynie wrzaski kibiców oraz swojego narożnika. Jedyne, o czym marzył, to butelka wody oraz ujrzenie swojej dziewczyny, Weroniki. 

 

Po powrocie do domu Weronika przyrządziła dla chłopaka naleśniki z lampką białego wina, jednak zmęczony Piotr padł na kanapę. Dziewczyna usiadła przy nim i zaczęła go głaskać po głowie. 

 

- Dobrze się czujesz? - spytała. 

- Tak... tylko jestem trochę no... zmęczony. I rękę mam całą obtłuczoną. 

- Nie boli cię? 

- A skąd. Zażyłem co trzeba, żeby nie bolało - uśmiechnął się Piotr. - Muszę się przespać. 

 

8 lat wcześniej 

 

11 - letnia Marcelina, wraz ze swoimi dwiema przyjaciółkami i kolegą z klasy rozmawiali właśnie pod swoim blokiem na Ursusie. Wtem podszedł do nich na oko dziesięć lat starszy zakapturzony chłopak z deskorolką. 

 

- Cześć. O czym gadacie? - spytał, uśmiechając się przyjaźnie. 

- Znamy się? - spytała Zosia. 

- Kamil. Mieszkam dwie ulice dalej - powiedział, po czym podał każdemu rękę. 

- Ja jestem Zosia, a to Kasia, Marcelina i Szymon. 

- Znacie bajkę o smoku, dzielnym rycerzu i pięknej księżniczce? - spytał Kamil. 

- Tak, ale nie jesteśmy już dziećmi - droczyła się Marcelina. 

- Oj, przecież wiem. W takim razie mogę do was mówić, jak do dorosłych, Marcysia? 

- Jasne. 

- Mam przy sobie coś, co was rozluźni. Może nawet sprawi wam radość. Pokazać wam to? - nie czekając na odpowiedź, wyciągnął z kieszeni foliową torebkę z haszyszem. 

- Co to jest? - spytał Szymon, spoglądając nieufnie. 

- C21 H30 O2. 

- Co? 

- Eh... węgiel 21, wodór 30 i tlen 2. 

- Chyba nie bardzo rozumiem - odparła Zosia. 

- Nie musisz rozumieć. Po prostu poczuj, jaki to ma piękny zapach. - powiedział Kamil, uśmiechając się lekko pod nosem ze świadomością, że właśnie zyskał nowych klientów. 

 

Lata później Kamil, już jako osoba wpływowa i szanowana w półświatku, był zaangażowany w przerzut kokainy z Kolumbii do Polski w statkach transportowych z bananami. Dzisiejszego dnia miał właśnie odebrać kolejną porcję Białej Damy, dlatego udał się swoim luksusowym audi Q8, wraz ze swym podwładnym Ciemnym, do nadmorskich doków. 

 

W tym samym czasie na terenie Kamila powstawał teledysk do najnowszego utworu rapera Grizzly'ego. 

 

- Lekko zamieniam stres na kwit 

LeLeLe 

Patrole są blisko, blisko 

Lekko zamieniam stres na kwit 

LeLeLe 

Patrole są blisko, blisko 

Ostre noże, szybkie fury 

Szybkie życie, szybkie dupy 

Łatwa kasa, się wpierdalam, biorę wszystko 

Twarde dragi, krótkie noce 

Białe naje, morda w koce 

LeLeLe 

Patrole są blisko, blisko 

Ja wczoraj nie miałem nic 

LeLeLe 

Patrole są blisko 

Ja wczoraj nie miałem nic 

Interesy, mercedesy, 

Trasa, przydrożne bistro 

Tu się zamienia stres na kwit 

Kierowca jebnał kreskę właśnie chyba 

Bo by przysnął 

Ja wczoraj nie miałem nic 

I chuj ci w dupę 

Jutro wyjmę z tego wszystko 

Lekko zamieniam stres na kwit 

LeLeLe 

Patrole są blisko, blisko - nawijał Grizzly do kamery. 

 

 

Kamil, spojrzał na ekipę filmową przez przeciwsłoneczne okulary. Ciemny wyjął z bagażnika audi karabinek AKS-74U. 

 

- Źle się dzieje w państwie duńskim - powiedział spokojnie Kamil. 

- Ej! Proszę odejść! Nagrywamy teledysk - krzyknął jeden z członków ekipy filmowej, z krótkimi włosami postawionymi na krem i w dżinsowej kurtce. 

- Właśnie widzę... posiwiałeś, Zborek. 

- Znacie się z tym cymbałem? - spytał Ciemny. 

- Od lat. Połączyła nas miłość do wynalazków Adama Słodowego... które i tak nie działały. Ale gdyby nie jego teść, były pruszkowski, pewnie do dziś podpierdalałby bryki sąsiadów na Targówku. 

- Kamil, zaraz wezwę chłopaków i się kurwa skończy pajacowanie. To - wskazał na ekipę filmową. - To jest egzekucja części długu, jaki masz u Papiera. 

- No tak... dług... prawie bym zapomniał... - odparł Kamil, po czym zmienił temat, wskazując na jednego z ludzi kręcących się przy Grizzly'm. - A to kto? Ten w czerwonej kurteczce z pomocy dla powodzian? Nie znam go. 

- To Darek... Argon... robi dla Papiera. No i jest kierownikiem produkcji. 

- Rozumiem. Więc powiedz Argonowi, żeby przyszedł tu do mnie. Run, Forrest, run! 

 

Zborek pobiegł po Argona i przyprowadził go do Kamila. 

- Jesteś kierownikiem tego cyrku? - spytał Ciemny. 

- Ta. Ale musimy jeszcze nagrać klip do Dwa Telefony Czarnej Agnieszki. A w czym wam pomóc? W spuszczeniu sobie wpierdolu? 

- Nie, ale powiedz, mi mój drogi, jaki mamy dzisiaj dzień? 

- No... 5 maja. 2019. 

 

- 5 maja... piątego maja zmarł Napoleon Bonaparte, cesarz Francuzów...cesarz rzymski Galeriusz... polski książę Kazimerz Sprawiedliwy... królowa duńska Zofia z Rurykowiczów...prezydent maltański Anton Buttigieg... arcybiskup Modeny - Nonantoli Benito Cocchi....Dariusz zwany Argonem... 

 

Ciemny powalił Argona na ziemię i przytrzymał mu głowę nogą, przystawiając lufę karabinka do skroni. 

 

- A teraz powtarzaj za mną - zaczął Kamil, stojąc plecami do obydwu i patrząc na mewy na niebie. - Jeśli jeszcze raz wejdę na teren szanownego pana Kamila, niech mi łeb ujebie. 

- Jeśli jeszcze raz wejdę na teren Kamila... 

- Szanownego! - warknął Ciemny. 

- Szanownego pana Kamila, to niech mi łeb ujebie, amen! 

- No i ładnie. A teraz zwijaj towarzystwo. Zborek, ty mi się więcej na oczy kurwa nie pokazuj. Ciemny, idziemy! 

 

- Machnacki, posprzątane już? - spytał kierownik baru z kebabem, ściągając marynarkę. 

- Jeszcze trochę, szefie - odparł Łukasz, dokładnie czyszcząc podłogę mokrym mopem. 

 

Oczywiście, nie satysfakcjonowała go praca jako zmywak, ale na nic lepszego nie mógł liczyć. Od kilkunastu lat utrzymywał się głównie dzięki pracy dorywczej, mieszkał w niewielkiej kawalerce na Gocławiu. Jednak nie to było najgorsze. Codziennie, przez te wszystkie lata, śniła mu się ta noc. Noc, w której razem ze swoimi kumplami z celi grypsujących powiesili na kracie pedofila. Tylko dzięki układowi z klawiszem, Łukasz nie siedział do dziś. 

 

Gdy tylko skończył sprzątać, usiadł na schodach przed swoją klatką i otworzył butelkę żołądkowej gorzkiej. Spojrzał na Gwiazdozbiór Wodnika, mieniący się na granatowym nocnym niebie. Zastanawiał się, co teraz robią Kosior, Dawid, Roman, Siwy i Albert. Czy spotka się jeszcze z nimi kiedykolwiek? 

 

Weronikę obudziła piosenka Stevie'go Wondera. Przetarła oczy i nieprzytomnie chwyciła telefon. 

 

- Halo? 

- Jest to pewnikiem, że tylko miłość czyni człowieka potrzebnym na świecie. 

- Kamil... 

- Nie, Goethe... 

- Nie drocz się ze mną. Mówiłam ci, żebyś więcej nie dzwonił. 

- Oj, czyżbym uraził słowem lub uczynkiem śliczną przyjaciółkę z technikum? 

- Jeszcze raz do mnie zadzwonisz, a obiecuję ci... powiadomię kogo trzeba, że mnie nękasz i... 

- Wyjdź na zewnątrz. 

- Co? 

- Słyszałaś. 

 

Poirytowana Weronika wybiegła przed dom. Rozejrzała się, po czym przyłożyła telefon do ucha. 

 

- Co teraz? Nikogo tu nie ma. 

- Mylisz się - usłyszała z kierunku stojącego obok audi, gdzie właśnie odsunęła się szybka. - Wskakuj. 

 

Weronika niepewnie weszła do samochodu Kamila. Obok niej siedział już Ciemny, Kamil był z przodu. 

 

- Nie chciała przyjść góra do Mahometa... więc przyszedł Mahomet do góry - wycedził Kamil, patrząc przez przeciwsłoneczne okulary w lusterko. - Ładnie sobie mieszkasz z tym kutasiarzem od kick - boxingu. 

- Czego chcesz? - spytała drżącym głosem. 

- Hmmm... jesteś przerażona. Ciekawe. Wydaje mi się, że to będzie punkt 15 ze skali Liebowitza. Czyli bycie w centrum zainteresowania. Masz lęk społeczny, wiesz o tym? Spierdalaj do psychiatry. 

 

Weronika, tracąc resztę cierpliwości, chwyciła za klamkę. Jednak samochód był zamknięty. Zaczęła szarpać mocniej. 

 

- Ale nie teraz... nie teraz... teraz to my się z tobą pobawimy, ptaszyno. 

 

Przerażona Weronika zaczęła krzyczeć i wzywać pomocy, naprzemiennie z waleniem w drzwi. 

 

- Nikt cię nie usłyszy, szmato - powiedział Ciemny, ściskając palce na jej szyi i podduszając. 

- Może gdybyś zachowała się inaczej... nie musielibyśmy posunąć się do ostatecznych środków - usłyszała z siedzenia kierowcy Weronika, zanim odpłynęła. 

 

Obudziła się się jakiś czas później w całkowitej ciemności. Szarpnęła rękami i zdała sobie sprawę, że jest przykuta do sufitu. Wtem zapaliła się żarówka, oświetlając słabo owe miejsce. Okazało się, że jest w jakimś garażu. Ujrzała przed sobą Kamila. 

 

- Księga Sędziów, 16 29. Ujął więc Samson obie kolumny, na których stał cały dom, oparł się o nie: o jedną - prawą ręką, o drugą - lewą ręką. Następnie rzekł Samson: Niech zginę wraz z Filistynami. Gdy się zatem oparł o nie mocno, dom runął na władców i na cały lud, który w nim był zebrany - recytował gangster, wbijając nóż w paczkę z kokainą. - Niestety, ty nie jesteś Samsonem. 

 

Kamil odurzył dziewczynę narkotykami, po czym zaczął rozrywać jej spódniczkę. 

 

Było późne popołudnie. Łukasz zabrał się do sprzątnięcia piachu i ziemi, które naniósł na butach jeden z klientów. Nagle, niczego się nie spodziewając, usłyszał zza pleców znajomy głos. 

 

- Siemanko. Skąd jesteś? 

 

Łukasz odwrócił się i od razu rozpoznał Zborka. 

 

- Stary... 

- Ile to już lat? 

- Piętnaście. Nie spodziewałem się, prawdę mówiąc... 

- Wezmę jakieś alko i pogadamy, ziom. 

- No właśnie, skończyło się w dozowniku. 

- A. A co jeszcze macie? 

- Cole, fanty, tym podobne. 

- A, to chuj, siki świętej Weroniki. No bo słuchaj, Łukasz, jeśli chcesz to mogę ci robotę załatwić u mojego teścia, Papiera. Co ty na to? 

- No nie wiem. 

- Nie chcesz chyba zakurwiać na zmywaku do śmierci? 

- Dobra. Dzięki, Zborek. Spotkajmy się jakoś. 

- Klub Golden na Muranowie, jutro o 22. 

- Spoko. Dobrze było się znowu zobaczyć. Trzym się. 

 

Tymczasem Piotr był zaniepokojony nagłym zniknięciem Weroniki. Zadzwonił do niej i zorientował się, że komórka jest w mieszkaniu. 

 

- Może jak poszukam... to się czegoś dowiem... - mruknął do siebie, po czym zaczął przeszukiwać telefon swojej dziewczyny, patrząc do historii przeglądarki, galerii zdjęć i SMSów. Zaczął podejrzewać, że mogło zdarzyć się coś złego. Nie pomylił się. Chwilę później odnalazł konwersację Weroniki z tajemniczym mężczyzną podpisanym jako Kamil M., który w swoich wiadomościach szantażował kobietę. 

 

Łukasz rozejrzał się po klubie. Hałaśliwa muzyka, gołe kobiety i wszystko to, czego nie miał przez ostatnie kilkanaście lat. Spojrzał w stronę Zborka, oświetlonego na kolorowo, siedzącego przy jednym stole z dwoma nieznanymi mężczyznami. Jeden był koło trzydziestki, drugi miał może z sześćdziesiąt. Łukasz przysiadł się do nich w momencie, gdy Zborek kończył wciągać ścieżkę kokainy. Nikt nie zauważył karalucha, który przemknął się pod blaszanym talerzykiem z porcją narkotyku. 

 

- Łukasz... witam... - Zborek podał nieprzytomnie rękę przyjacielowi, pociągając nosem. - To są... to są Papier i Argon... 

- Więc chcesz robić dla mnie? - Papier zapalił cygaro. - Dobra. Powiedz, co mi możesz zaoferować. 

- Wpierw powiedz mi, co ty możesz zaoferować. Jak silna jest twoja grupa? 

- Przez Masę straciłem połowę wpływów... sam rozumiesz. A teraz i tak jestem już tylko jebanym staruchem. Przyszedł czas młodych - powiedział, klepiąc Argona po plecach. - Nie, Darek? 

- Więc co mam robić? 

- Wezmę cię na szeregowego, początkującego żołnierza. Będziesz pomagać chłopakom przy wymuszeniach, haraczach i dragach. A, zapomniałbym. Nasza grupa jest też właścicielem spółki zajmującą się produkcją teledysków, w celu prania pieniędzy. Współpracujemy z paroma raperami. Jako nasz człowiek będziesz musiał pomagać przy produkcji. Kapewu? 

- Tylko uważaj na tą kurwę Kamila - dodał Argon. 

- Kogo? 

- A, taki jeden gnojek, co wisi mi kasę i grozi moim ludziom. Jak tylko odzyskam kapustę, pozbędziemy się go - powiedział Papier, gasząc cygaro w szklance z wódką. 

 

Mniej więcej tym czasie Kamil po raz kolejny z rzędu odwiedził Weronikę w garażu. Spojrzał na wykończoną dziewczynę z uśmiechem. 

 

- Zostaw mnie... proszę... chcę do domu... - z oczu dziewczyny wylewały się łzy. 

- Poczekaj, aż się Ciemny za ciebie zabierze, madmoiselle. 

 

Po chwili rozległo się pukanie. 

 

- Muszę cię na chwilę opuścić, kotku. Poradzisz sobie? - Kamil wyszedł z garażu i udał się przylegającego auto serwisu. Tam ktoś już na niego czekał. 

- Kurwa... nie mogę... znowu ty? 

 

Kamil usiadł na krześle i westchnął ciężko. Pszczółka usiadła naprzeciwko niego. 

 

- Twoje słodkie oczka mnie dzisiaj nie zaczarują, chociaż cute girl z ciebie, więcej nie sprzedam ci koksu - powiedział gangster zdecydowanym tonem. 

- Dlaczego? - spytała Pszczółka. 

- Brykę dostawczą z koksem napadli chłopcy z Legii. Odrąbali rękę maczetą jednemu z moich przydupasów, zajebali towar i uciekli. 

- Ale wciąż chyba coś masz, nie? 

- Nie. 

- Kamil... widziałam jak jarałeś jointy z Ciemnym... 

-Przewidziało ci się. 

- Nie. 

- Nie kłam, proszę... 

- No dobra, niech ci będzie. Wymyśliłem sobie tą Legię, bo chciałem, żebyś się odwaliła. Zadowolona? 

- Ale... dlaczego... 

- Pszczółka, żebyśmy się dobrze zrozumieli, ty mi wisisz czternaście koła. Słyszałaś? CZTERNAŚCIE KOŁA KURWA!!! CZTERNAŚCIE KOŁA!!! - wściekły Kamil walił ręką w stół. - NIC CI JUŻ KURWA NIE SPRZEDAM CHOĆBY ZBOREK I JEGO JEBNIETY KOLEŻKA WYCIĄGALI MI HAKIEM JELITA Z BRZUCHA I KAZALI JE WPIERDALAĆ!!! ROZUMIESZ TO, SZMATO?!! 

 

Przez chwilę obaj milczeli. Jednak Pszczółka nie dawała za wygraną. 

 

- Załatwię coś. Wymyślę coś, tylko potrzebuję czasu, okej? Ale wszystko co do grosza ci zapłacę, tylko daj mi ten towar i sobie pójdę. Kamil... 

- Wypierdalaj. 

- Kamil, przestań, proszę cię. Odrobinę - Pszczółka nerwowo zaczęła trząść rękami, jednak starała się to ukryć. - Potrzebuję tego, rozumiesz? 

- Idź stąd. 

- Tabsy, cokolwiek, wszystko wezmę. Naprawdę, tylko daj mi je, proszę cię. 

 

Kamil chwycił za młotek. 

 

- Kurwa, Pszczółka, zaraz dostaniesz między oczy za te tabsy ecstasy i pieniądze, które mi wisisz! Kurwa! Zrozum to, małolata! 

 

Zdenerwowany Kamil wyszedł na zewnątrz i wyjął z kieszeni paczkę LMów. 

 

- Ja na serio coś zrobię tej dziwce jeśli jeszcze raz się przysra... - powiedział do siebie. 

 

W tym momencie Kamila oślepiły reflektory jakiegoś samochodu, po czym poczuł ogromny ból w klatce piersiowej. Na kilka sekund stracił przytomność. Ocknął się leżąc na ziemi w kałuży krwi. 

 

- Świat... świat jest moim wyobrażeniem - wycedził, zanim zamknął oczy. 

 

Z samochodu, który potrącił Kamila, wyszedł Piotr. Rozejrzał się po okolicy. Jego uwagę zwrócił stary warsztat. Postanowił pójść w tamtym kierunku, jednak wtedy dostrzegł nadjeżdżający radiowóz. 

 

- Kurwa... - jęknął, po czym wsiadł z powrotem do auta. Niestety, było za późno. Radiowóz zatrzymał się, a tuż obok drogi czarny opel. Z opla wyszedł pięćdziesięciolatek w garniturze, z radiowozu dwóch posterunkowych. 

- Nadkomisarz Robert Szmit , Wydział Prewencji KSP. To pana dzieło? - spytał policjant, wskazując ruchem głowy na zwłoki Kamila. 

 

Piotr milczał. 

 

- Zawijajcie go. 

 

Posterunkowi skuli Bielaka i zaprowadzili go do radiowozu. 

 

 

Godzinę później Szmit przesłuchiwał Piotra na komendzie. 

 

- Kawy? Herbaty - spytał ironicznie komisarz. 

 

Piotr spojrzał tylko na niego, wciąż nic nie odpowiadając. 

 

- Jak to było, panie Bielak? Znaleźliśmy pana dzisiaj o godzinie trzeciej w nocy przy ulicy Spychowskiej, gdzie zastano pana na morderstwie 29 - letniego Kamila Majewskiego. Jak udało się ustalić oficerom operacyjnym Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Zdrowiu i Życiu komendy na Wilczej, Majewski kierował grupą o charakterze zbrojnym odpowiedzialnej za handel narkotykami, porwania, rozboje, okradanie skarbu państwa i wymuszenia. Niech pan posłucha, panie Piotrze, chcę panu pomóc. Jest pan młodym człowiekiem, przed panem wielka kariera sportowa. Niech pan sobie pomoże i wyda wspólników, którzy nakłonili pana do tego zabójstwa. Wtedy czeka pana znacznie krótszy wyrok. 

- Nie miałem... 

- Słucham? 

- Nie miałem żadnych wspólników... 

- Jak to? 

- Sam to zrobiłem... 

- Kurwa, jaja sobie robisz, człowieku? - Szmit uderzył ręką w stół. - Mam rozumieć, że za śmierć szefa mafii odpowiada jakiś przypadkowy ćwok? 

- Zabiłem go... bo porwał moją dziewczynę... 

- Wzruszyłem się. Ale wiesz co? Jakoś ci nie wierzę. Na moje oko to robota konkurencji. 

 

Piotr nie odpowiedział. 

- No dobrze... w takim razie... będzie się pan musiał przyzwyczaić do nowych warunków. Nieco mniej luksusowych niż do tej pory, no ale, da pan pewnie radę. 

 

Minęły dwa tygodnie. W czasie, gdy Piotr oczekiwał na proces, Łukasz dostał tajemniczy list. Po otwarciu okazało się, że jest to zaproszenie na Króla Edypa do Teatru . List nie był podpisany, Machnacki nie miał też pojęcia, kto mógłby mu takie zaproszenie wysłać. 

 

Łukasz przyszedł na spektakl z ogromnym opóźnieniem, sztuka właściwie już się kończyła. Po zajęciu z miejsca przypatrzył się aktorom i ze zdziwieniem stwierdził, że rolę Kreona odgrywał... Dawid. Swoją drogą, umiejętności aktorskich mu nie brakowało, dlatego Łukasz żałował, że mógł zobaczyć tylko zakończenie sztuki. Po chwili usłyszał, że ktoś usiadł na miejscu obok. 

 

- No i co, Łukasz? Lata lecą... 

- Kosior... 

- No, widzę, że z pamięcią u ciebie w porządku, dzieciaku. No, i jak ci się podoba? Dawid nieźle sobie poradził po wyjściu z puchy. 

- Czemuż zawdzięczam to spotkanie? 

- Słyszałem pewnie wieści z miasta, no i kurwa, nie podoba mi się to - Kosior podrapał się po brodzie. - Słyszałem, że zadajesz się z tym rozjebusem Zborkiem, z którym garowaliśmy. 

- I co? 

- Jak co? Gdyby tylko Papier się dowiedział, że zięć jest frajerem, za jaja by szmatę powiesił. Olej tego gnoja, dobrze ci radzę - Kosior zapiął skórzaną kurtkę, wstał i odszedł, zostawiając Łukasza z przemyśleniami. 

 

Tymczasem Zborek wraz z Argonem zapukali do drzwi niewielkiej kawalerki. 

 

- Kto tam? - zawołał ktoś ze środka. 

- Dzień dobry, straż miejska. Ktoś uszkodził pana samochód pod blokiem. 

- Chwila... 

 

Drzwi się otworzyły, a wtedy Zborek chwycił Ciemnego za szyję, przystawił pistolet do głowy i wepchnął do środka. Argon zabarykadował drzwi. Po wejściu do środka Zborek spostrzegł, że Ciemnemu towarzyszy jeszcze dwóch mężczyzn jedzących burgery z McDonalda. 

 

- Co tam jecie? - spytał Zborek. 

- Big Maca i McChickena... - powiedział jeden z nich z przerażeniem. 

- A do picia co macie? 

- Sprite. 

 

Zborek podszedł i chwycił Big Maca. 

 

- Wolę kebab niż amerykański papierowy syf, chociaż kumpel mi mówił, że Big Mac jest w porządku... zobaczmy... - Zborek ugryzł kanapkę. - Mmm! I to jest smaczny burger! 

 

Następnie wziął papierowy kubek ze spritem i wypił do dna. 

 

- Czego kurwa chcecie? - spytał Ciemny. 

 

Zborek i Argon zaśmiali się. 

 

- Kamilek spierdolił z pieniędzmi Papiera, a ten cymbał jeszcze się pyta, czego chcemy... - powiedział Argon. 

- Kamil gdzieś zniknął... nie widziałem go od dawna... przysięgam! 

 

Zborek ponownie zagroził Ciemnemu pistoletem. 

 

- Lecisz z nami w chuja, padalcu? 

 

Wtem drzwi od łazienki się otworzyły i ktoś ze środka oddał strzał do Zborka, jednak chybił i trafił w ścianę. Argon wyciągnął glocka i zabił go dwoma strzałami. 

 

- No to się kurwy doigraliście. 

 

Zborek i Argon zastrzelili obu kumpli Ciemnego, a jego samego wyprowadzili na zewnątrz i kazali wsiąść do samochodu. 

 

Gdy Zborek odpalił samochód i chwycił kierownicę, po jego ręce przebiegł karaluch. 

 

- Spierdalaj! - warknął, strzepując robaka. - Ciemny, gdzie się okopaliście?! 

- W Szeolu... 

- Gdzie kurwa? 

- Siedziba Kamila na Spychalskiej w Łomiankach. Bierzcie kurwa dragi, co chcecie, tylko mnie puśćcie... 

 

Argon zaśmiał się. 

 

- Aż takim jesteś debilem, Ciemny? 

 

Niedługo później byli już na miejscu. Gangsterzy Papiera rozglądali się po autoserwisie z zaciekawieniem. Argonowi, jako wielkiemu fanowi jednośladów, szczególnie spodobała się kolekcja harleyów z drugiej połowy dwudziestego wieku. 

 

- Mogę wypróbować? - spytał sarkastycznie Ciemnego. 

- Przybytek tego chuja od tej pory należy do nas - uśmiechnął się Zborek. 

- Tak, ale póki co... - Argon założył Ciemnemu nelsona. 

- Pytam ostatni raz. Gdzie jest Kamil? - powiedział Zborek. 

- Jeb się! -warknął Ciemny. 

 

Argon przydzwonił głową Ciemnego o stojącą obok lodówkę. 

 

- Sam tego chciałeś, gnido - Argon powalił zakładnika na stół. Zborek podszedł bliżej. 

- Miałeś już kiedyś kręcenie wora? - spytał, po czym zaczął wykręcać mosznę Ciemnego, powodując potworny ból. 

- Czekaj, widziałem na jednym filmie... - zaczął Argon. 

- No? 

- Że goście założyli lasce słuchawki z muzyką na full na ileś tam godzin i aż się porzygała. 

- Dobra myśl, tylko skombinuj tu muzykę i słuchawki. 

- Hmmm... jakieś radio jest... - Argon włączył stojący obok odbiornik. Akurat leciały wiadomości. 

- ... legitymacji posła. A my idziemy dalej. Już za trzy godziny rozpocznie się proces Piotra Bielaka, znanego kick - boxera odpowiedzialnego za śmierć warszawskiego gangstera Kamila Majewskiego, syna znanej prawniczki. O sprawie Bielaka wypowiedziały się znane osobistości ze świata sztuk walki, między innymi Paweł Nastula, Wołodymyr Kliczko, Mamed Chalidow, Andrzej Gołota czy Robert Złotkowski. Póki co komentarza unika trener 24 - latka, Jarosław Świtoń. A więcej na ten temat w reportażu Anny Za... 

 

Argon wyłączył radio. 

 

- Odjebali Kamilka... - powiedział Zborek, siadając bezwładnie na fotelu. Ogromny karaluch przeszedł po zewnętrznej części jego dłoni. 

- I co teraz?- spytał Argon. 

- Musimy odbić tego Bielaka. A wtedy zmusimy go, by oddał forsę za Kamila. 

- Niby jak chcesz to zrobić? Przeprowadzić szturm na więzienie? Pojebało cię, Zborek? 

- Nie wiem... kurwa mać! - Zborek kopnął w fotel. - Musimy coś zrobić, do chuja, bo Papier nam fiuty obetnie! Trzeba coś wymyślić... 

- A co z tym tutaj? - spytał Argon, wskazując głową na Ciemnego. 

 

Zborek wyjął z kieszeni nóż i zadał kilka dźgnięć w klatkę piersiową zakładnika, powodując tryskanie krwi na wszystkie strony. Gangster wytarł sobie twarz i westchnął. 

 

- Skitrajmy go gdzieś i tam niech sobie gnije. A potem przeszukajmy tę melinę. 

 

Kilka godzin później Argon i Zborek ponownie spotkali się przy harleyach. 

 

- I jak? - spytał Zborek. - Masz coś ciekawego? 

- A ty? 

- Nie bardzo, chyba, że mnóstwo książek. Doktor Faust, Lem, Erazm z Rotterdamu, Hamlet, Otello, Proust, Dostojewski... pełno tego. Że też mu się te regały nie zjebały od ciężaru. 

- Ja znalazłem coś lepszego. Jakieś dwie tony heroiny plus meta, ecstasy, LSD oraz... nie zgadniesz. 

- Co? 

- Kamil trzyma jakąś niunię na tyłach warsztatu. 

- Serio? 

- Chodź, zobacz. 

 

Tymczasem w Sądzie Okręgowym Warszawa - Praga sędzia Tomasz Kurski podbiegł do prezes na korytarzu chwilę przed rozprawą Bielaka. 

 

- Coś się stało? - spytała. 

- Przepraszam, że nie zwróciłem się o to wcześniej, ale dopiero teraz panią znalazłem. Uważam, że prokurator Majewska nie powinna brać udziału w tej rozprawie ze względu na jej pokrewieństwo z ofiarą. 

- Przykro mi, ale ża... proszę iść na salę, rozprawa się panu zaczyna - powiedziała prezes, spostrzegając Piotra prowadzonego przed policję. 

 

Chwilę później wszyscy byli już na swoich miejscach. Prokurator Beata Majewska bez przerwy spoglądała na Piotra. Za wszelką cenę chciała ukarać człowieka, przez którego straciła to, co miała najcenniejsze - swojego syna Kamila. Mimo, że Kamil zszedł na drogę bandytyzmu, wciąż pozostał jej synem, kimkolwiek by nie był. Majewska czuła obowiązek posadzenia Piotra za kratki na tak długo, jak to tylko możliwe. Nie była w najlepszych relacjach z Tomaszem Kurskim, sędzią starej daty siedzącym w tym zawodzie od czterdziestu lat. Jego obawiała się najbardziej. 

 

- Otwieram rozprawę przed Sądem Okręgowym Warszawa - Praga. Będzie rozpoznana sprawa Piotra Bielaka. Na rozprawę stawili się obrońca z urzędu, mecenas Karol Czeczot oraz oskarżyciel, pani prokurator Beata Majewska. Otwieram przewód sądowy i proszę panią prokurator o odczytanie aktu oskarżenia. 

- Oskarżam Piotra Bielaka o dokonanie morderstwa Kamila Majewskiego, dokonanego w nocy z 7 na 8 maja 2019 roku w Łomiankach. Oskarżony celowo potrącił ofiarę samochodem, co doprowadziło do liczny obrażeń żeber, kręgosłupa oraz czaszki i skończyło się wykrwawieniem. Artykuł 148 kodeksu karnego: Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. 

- Dziękuję. Proszę oskarżonego o powstanie. 

 

Piotr powoli wstał, przełykając ślinę i spoglądając nerwowo na swojego adwokata z urzędu. 

 

- Czy był pan już karany? - spytał Kurski. 

- Nie... 

- Czy przyznaje się pan do stawianych zarzutów? 

- Tak...ale... ciekaw jestem, co wy byście zrobili, gdyby to wam ten skurwysyn, jej syn... - Piotr wskazał na Majewską, jednak natychmiast został uciszony przez sędziego. 

- Spokój! Oskarżony zostaje ukarany grzywną za obrazę sądu w wysokości pięciuset złotych. 

- Twój syn był gangsterem, porwał moją dziewczynę! Rozumiesz to kurwa?! Rozumiesz to?!!! 

- Spokój! 

- Przepraszam, czy mogę porozmawiać z klientem? - spytał Czeczot. 

- Tak, proszę - zgodził się Kurski. 

- Panie Piotrze, proszę o to, by się pan pohamował. W przeciwny razie apelacja do wyższej instancji nie ma sensu. 

- Rozumiem...ale... 

- Proszę się uspokoić. Ja postaram się zrobić co w mojej mocy, by dostał pan możliwie najniższy wyrok. Niech pan współpracuje. 

- Zgoda. 

 

Kilka godzin rozprawy sądowej Piotr zapamięta do końca swoich dni. Te kilka godzin było najgorsze w jego życiu. Po wszystkim sędzia Kurski wydał wyrok. Piętnaście lat pozbawienia wolności. Gdy Bielak był wyprowadzany z sali, minął na korytarzu Majewską. 

 

- Zabiłeś mi syna... - powiedziała, łamiącym głosem. 

- Twój syn był przestępcą - odparł Piotr, szarpiąc się z policjantami, którzy chcieli już go zaprowadzić w innym kierunku. 

- Zabiłeś mi syna... - powtórzyła prokurator. 

KONIEC CZĘŚCI 1 

 

Dodano po 23 godzinach 14 minutach 45 sekundach: 

Tym razem tekst podzielony. 

 

Dodano po 20 sekundach: 

Tym razem tekst podzielony.


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości