Ɐsymetria - część II

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Bordo
kozik
kozik
Posty: 95
Zobacz teksty użytkownika:

Ɐsymetria - część II

Post#1 » 7 lis 2020, o 12:36

Łukasz niepewnie zadzwonił do drzwi jednorodzinnego domku na przedmieściach. Po krótkiej chwili ujrzał Kosiora. 

 

- O, nie myślałem, że mnie znajdziesz - powiedział, poprawiając swój srebrny zegarek. 

- Musimy pogadać, Kosior. 

- Sławek, kto przyszedł? - zawołała żona Kosiora ze środka. 

- Listonosz - odpowiedział, po czym znowu zwrócił się do Łukasza. - Co się stało? 

- Zborek chce dopaść jednego gościa. Trzyma jego dziewczynę w garażu w Łomiankach i żąda jakiejś kupy szmalu. 

- Mówiłem, że to gnida. 

- Masz jakiś pomysł? 

- No, Świeżak... 

- Tylko kurwa nie Świeżak. 

- Hehe, świrowałem. Dobra, Łukasz, słuchaj. Mam kontakt z Albertem, robi na strzelnicy gdzieś na Ochocie. O Dawidzie wiesz. No, ewentualnie mógłbym wrzucić na bęben Siwego. 

- W porządku. Jak go znajdziesz, dzwoń - powiedział Łukasz, odchodząc. 

 

Drzwi za Piotrem zamknęły się. Cela była dość niewielka, na szczęście więzienie po remoncie nie było aż tak obskurne. Piotr spojrzał na współwięźniów. Jeden był grubo po pięćdziesiątce, łysy, stosunkowo chudy i z siwym zarostem. Drugi był po czterdziestce i sam przypominał kick - boxera, tyle, że z wagi ciężkiej. Bielak uznał, że lepiej nie robić sobie problemów na początku i podporządkować się. 

 

- I co? Jak jest? - spytał. 

- Dla ciebie... - starszy podniósł wzrok znad kart. - Chujowo jest. 

 

Więzień podszedł do Piotra i przypatrzył się mu. 

 

- Trupem śmierdzisz - powiedział. 

- Te, a ja ciebie skądś nie znam? - spytał drugi. - Ty jesteś ten od walk? 

- Tak. 

- P... Patryk? 

- Piotr. 

- Wiedziałem, że na P. 

- Ja jestem Adolf, a to Jacek. Weź kojo na górze - powiedział starszy osadzony. - Za kogo garujesz? 

- A... za jednego bandytę... czemu pytasz? 

 

Adolf zaśmiał się i poklepał Piotra po ramieniu. 

 

- A co kurwa? Nie mogę wiedzieć? Zresztą... słuchaj... był u nas taki jeden kilkanaście lat temu... Zborek. Mieliśmy go za sztywnego. 

- I? 

- I okazało się, że to zwyczajna kurwa. Sprzedał Miętusa z Bródna, żeby prorok mu skrócił wyrok. Jak nam Traper o tym nawinął, szmaciarz dostał taki oklep na spacerniaku, że dwa dni potem u piguły siedział. 

- Czemu mi to mówisz? 

- Jesteśmy w budzie, Piotr. Musisz uważać. I nie ufać nikomu. Bo zdechniesz tutaj. 

- Idę do sracza. Nie zarzucać - powiedział Jacek, po czym wstał i poszedł za zasłonę. 

- Grasz? - spytał Bielaka Adolf. 

- W co? 

- Jak to co? Pokera. 

- Nie umiem. 

- Za parę wojtków się nauczysz, synek. 

- Dobra, słuchaj, położę się - Piotr udał się na pryczę i spróbował się zdrzemnąć po ciężkim dniu. 

 

Zborcjusz i Dariusz właśnie opuścili senat i ruszyli w stronę Forum Romanum. 

 

- Ten Oktawian to jednak chuj straszny - westchnął Dariusz. 

- Kij z nim. Pora się rozerwać. 

 

Dwaj dostojnicy rzymscy udali się do domu publicznego. 

 

- Mocniej! Mocniej! - Zborcjusz szarpał prostytutkę za włosy, gdy robiła mu dobrze. - Ohohoho! 

 

Następnie udali się do karczmy. Dariusz pokazał jednej z dziewcząt srebrną monetę ze swoją podobizną. 

 

- Ty wiesz kurwa, ile to będzie kiedyś warte? - spytał, śmiejąc się. 

 

Po kilku godzinach zabawy postanowili zrelaksować się w termach. 

 

- Nie wiem, co ten śmieć sobie wyobraża. Rzym musi być republiką! - narzekał Dariusz, masowany przez niewolnika. 

- Może, gdy... - Zborcjusz spostrzegł, że niewolnik zaczyna dusić jego przyjaciela. - Kurwa! Co jest? 

 

Wtem ujrzał uśmiechniętego Camillusa. 

 

- To ty... - warknął Zborcjusz. 

- Zgadza się, to ja. Nasz kolega Dariusz chyba się zachłysnął wodą. 

- Zapłacisz za to, skurwysynu! 

- Więc dobądź swój gladius i walcz! 

 

Zborcjusz wyjął miecz i zamachnął się, jednak Camillus go ubiegł i zadał ranę kłutą w brzuch. 

 

- Na Jowisza! - usłyszał Zborcjusz, wykrwawiając się. - Już rozpuszczona patrycjuszowa cnotka potrafi lepiej władać orężem, cioto! Zawstydzasz mnie, Zborcjusz! Wszyscy powinni się dowiedzieć, jaka z ciebie lebiega! Urbi et orbi! 

- Zamknij ryj... - wydyszał Zborcjusz leżący na podłodzę. Camillus podszedł do niego i zadał kolejne kilka potężnych ran. 

- Nie martw się, Zborcjusz. Przyniesiesz pożytek naszym przodkom w Elizjum! Będziesz robił za błazna! Hehe! 

 

Zborek otworzył oczy. Nie był już w starożytnym Rzymie. Wręcz przeciwnie. Miejsce, w którym się znajdował, było zaskakująco znajome. Osoby, które widział, również doskonale znał. 

 

- Spacerniak! Który oddział śmiga? Które cele? 

- Pierwszy! Cela trzy, cztery, siedem! A kto się pucuje? 

- Tu Traper z Woli! 

- Siemano, Adolf! Który tam to Zborek? 

- Ja jestem Zborek, a co? 

- Jesteś z Targówka? Znasz Miętusa? 

- Znam! 

- Dostaliśmy gryps od Miętusa! Że się rozprułeś i chłopaków posprzedawałeś! Że jesteś frajer z wolności! Chuj ci w dupę, nygusie! 

 

Współwięźniowie ze spacerniaka rzucili się na Zborka. Czuł każde kopnięcie, każde złamanie, każde żebro palące jak ogień. Jedno oko miał spuchnięte po ciosach, otworzył drugie. Ujrzał Kamila. Stał jak zwykle w swojej skórzanej kurtce i przeciwsłonecznych okularach. 

 

- Kim ty kurwa jesteś... - jęknął Zborek. 

- Tym, który wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro. 

- O czym ty... o czym chrzanisz... 

- Przekroczyłeś bramy Szeolu. Popełniłeś śmiertelny błąd, przyjacielu. Niech porzuci wszelką nadzieję ten, który tam wchodzi. 

Zborek z wielkim bólem wstał i doczłapał się do Kamila. Złapał go i... oderwał mu twarz. Omal nie krzyknął, gdy zobaczył, co się pod nią kryje. Pod spodem była druga twarz, znacznie bardziej przerażająca. O jasnoszarym kolorze i gigantycznymi czarnymi oczami. 

- ˙ıɔsoɯopɐıʍ ɾǝʇ suǝs ʎʍızpʍɐɹd sǝlɐuzod ılsǝɾ ,nzɹɐʇuǝɯoʞ ʍ ǝıs lɐʍɥɔod- powiedział Kamil. Zborek zauważył, że obaj są na statku kosmicznym. 

- Co tu się dzieje... 

 

Po chwili otworzyła się dziura w podłodze i Zborek spadł w dół. Zauważył, że spada na jakieś miasto. Rozpoznał Warszawę, chociaż wszystko widział potrojone i rozmazane. Sekundę później uderzył w coś, poczuł ogromny ból. Otworzył oczy i nabrał powietrza z ulgą. Był w garażu. 

 

 

- Wiesz, w takim stanie na niewiele nam się zda - wyjaśniał Kosior, prowadząc Łukasza do miejscu pobytu Siwego za sklepem z farbami na Mokotowie. Podeszli do łysego, podstarzałego kloszarda leżącego pod kocem w otoczeniu dwóch puszek Żubra. 

- E, Siwy! - potrząsnął nim Kosior. 

 

Łukasz nie mógł uwierzyć, że to ten sam Siwy, którego poznał kilkanaście lat temu. Za dowód służyła jedynie charakterystyczna blizna na głowie. Dawny znajomy obudził się i zaczął bełkotać. 

 

- Co kurwa... kur... Świeżak? Miło cię...eh... widzieć... - powiedział, po czym wrócił do snu. 

- A nie mówiłem? 

- Chodźmy po Alberta - odparł Łukasz. 

 

- Piotrek, wstawaj do cholery! - usłyszał Bielak, budząc się. Stał nad nim Jacek. 

- Co... 

- Spierdalamy stąd. 

- Jak to? 

- Złaź z koja, to zobaczysz. 

 

Jacek zaprowadził Piotra do plakatu z gołą kobietą na ścianie celi. Zdarł go jednym ruchem i oczom ich ukazał się długi na wiele metrów tunel. 

 

- Co to jest? - spytał zszokowany Piotr. 

- Jak mnie zamknęli 4 lata temu, kupiłem za wagon szlugów młotek od grypsujących z celi obok. Nakurwiałem tak codziennie i wyszedł tunel, którym uciekniemy. Gad codziennie tu był i niczego ćwok nie skumał. 

 

- Dlaczego do tej pory nie uciekłeś? 

- Potrzebowałem drugiej osoby. No wiesz, żeby pilnować czy burasy nie idą za nami. 

- A Adolf?- Piotr wskazał ruchem głowy na współwięźnia, któremu akurat w tym momencie przebiegł po głowie karaluch. 

- Adolf to juz stary pierdziel, lipy nie te i w ogóle. Poza tym za miesiąc wyskakuje na wolność i nie chciał, żeby mu dojebali do wyroku. Ale koniec tego gadania, chodźmy póki ciemno. 

 

Po około dwudziestu minutach marszu przez ciasny tunel doszli do ścieków. 

 

- No nie pierdol - jęknął Piotr. 

 

Plan Jacka zadziałał - uciekli ściekami na zewnątrz. 

 

- Kurwa... sam nie wierzę. Jesteśmy na wolności - ucieszył się Jacek. 

- Teraz jeszcze trzeba się umyć, co nie? 

- Ta... 

 

Z braku innej możliwości Piotr i Jacek wykąpali się w pobliskim jeziorku. 

- Ja nie mogę... woda zimna jak skurwysyn... - Piotr po wyjściu z wody zaczął szukać towarzysza. - Ej, Jacek? Gdzie ty jesteś? 

 

Po chwili Bielak poczuł mocne uderzenie pałką w nogi, a następnie w głowę. Zanim stracił przytomność, ujrzał mężczyznę w kurtce motocyklowej z czymś w rodzaju kominiarki bądź kaptura, zasłaniającego całą twarz. Obudził się wiele godzin później. 

 

 

- Śpiąca Królewna się budzi. Już myślałem że zdechł, jak mu przydzwoniłeś w łeb pałką, Darek - powiedział Zborek, spoglądający na związanego Piotra. 

- Kim wy kurwa jesteście? - spytał Bielak, dostrzegając obok zwisającą na łańcuchu przykutym do sufitu Weronikę. 

- Tymi, którzy mieli wyciągnąć cię z pudła. Ale uprzedziłeś nas, nieźle. Tyle, że przy okazji musieliśmy skasować twojego kumpla - odparł Argon. 

- Swoją drogą - dodał Zborek. - Nie wiem, czy wiesz, Piotruś, ale to miejsce jest jakieś nawiedzone. W pierdlu krążyła legenda o Strzydze, nie wiem, czy słyszałeś. A tutaj... jakby duch Kamila nadal tu pozostał. 

- Czego wy chcecie? 

- To już ci szef wyjaśni - powiedział Zborek, po czym do garażu wszedł Papier. - Zostawiamy was. 

- No... - gangster spojrzał na Piotra. - Ponoć odjebałeś Kamilka. 

- I co z tego? 

- Jak to co z tego? Kamil był mi winien szmal. 

- No to masz pecha. 

- Nie, to ty masz pecha, bo teraz musisz ty mi to oddać. 

- Wiesz co? Jednak ty masz pecha ogromnego. 

- Hehe. Niby czemu? 

- Bo trafiłeś na zawodnika sztuk walki, stary chuju. 

 

Bielak zrzucił sznur, po czym uderzył Papiera w brzuch i rzucił się do ucieczki. Niestety, Papier błyskawicznie wyjął nóż, którym dźgnął Piotra w udo. 

 

Pszczółka czekała już od sześciu minut na autobus. Siedziała na ławce, rozmyślając o całej sytuacji. Nie miała rodziny ani środków do życia, Kamil praktycznie całkowicie ją od siebie uzależnił. Bez narkotyków, które jej dostarczał, popadła w ciężkie problemy psychiczne. Teraz, kiedy Kamil nie żył, tym bardziej nie miała pojęcia, co robić. 

 

Po chwili ujrzała wyłaniającego się z ciemności rannego Piotra, człapiącego z wbitym nożem w kierunku przystanku. Natychmiast do niego podbiegła. 

 

- Rety! Co ci się stało? - spytała, pomagając mu usiąść. 

- Przecież widzisz... nóż... 

- Poczekaj, zadzwonię na pogotowie. 

- Dlaczego mam... mam ci ufać? Przed... chwilą jeden skurwysyn chciał mnie zabić. Nawet nie wiem, jak się nazywasz... 

- Marcelina. Ale mówią na mnie Pszczółka. Zadzwonię po kare... no pięknie! Zapomniałam go podładować. - Pszczółka spojrzała na Piotra smutnym wzrokiem. - Ale nie zostawię cię tak. Chodź, tu niedaleko jest apteka. 

 

Tymczasem do apteki udał się Zborek. Poszedł na zaplecze, gdzie spotkał jedną z pracownic, rozmawiającą akurat przez telefon. 

 

- Zastę... 

 

- Poczekaj. Co? 

- Zastępuję pana Leszka na polecenie kierownika. 

- W porządku. 

 

Zborek ubrał biały fartuch i udał się za ladę. Po chwili podszedł do niego brodaty mężczyzna koło trzydziestki. 

 

- Proszę pana, chciałbym kupić prezerwatywy. 

- Smak? 

- Banan... a nie, może jagodę... albo nie, wie pan co? Truskawkę. 

- Będziesz pan pierdolił czy robisz dżem na zimę? Zmiataj stąd, młotku i nie zajmuj mojego czasu. Zmęczony jestem. 

- Co za apteka...debil... 

- Słyszałem to! 

 

Mężczyzna wyszedł, mijając w drzwiach Piotra i Pszczółkę. 

 

- Co podać? - spytał Zborek, uśmiechając się. 

 

 

- Dobrze, niunia, teraz odbezpieczasz, przykładasz i... - Albert instruował klientkę strzelnicy, gdy nagle Kosior położył mu rękę na ramieniu. - Kosior? Łukasz? Ja pierdolę, co tu robicie, chłopaki? 

- Potrzebujemy, cię, Albercik. 

- Chodzi o mafię Zborka - dodał Łukasz. 

- Eeee... w porzo. Możesz wyjść, bejbe? - nakazał Albert klientce, po czym zwrócił się do dawnych znajomych. - O co konkretnie chodzi? Opowiadajcie. 

 

 

Argon obudził Piotra biciem w głowę. Znów był w Szeolu. 

 

- I co, Piotruś? Było uciekać? - spytał szyderczo Zborek. 

- Gdzie jest Pszczółka? - spytał Bielak. 

- W bezpiecznym miejscu - zaśmiał się Argon. - Dobra, Zborek, dzwoń po chłopaków i... 

- Zborek? - wtrącił się Piotr. - Ty jesteś Zborek? 

- A co? 

- Adolf opowiadał mi o tobie w więzieniu. Podobno wsypałeś jakiegoś Miętusa w zamian za krótszy wyrok. 

 

Zborek pobladł. Argon spojrzał na niego. 

 

- To prawda? - spytał. 

 

Zborek chwycił drewniane krzesło i rzucił nim w Argona, po czym próbował uciec z garażu, jednak przewrócił się. Argon chwycił młotek i zabił Zborka kilkoma mocnymi ciosami w głowę. 

 

- A tobą i twoja zdzirą... zajmę się później - rzucił do Piotra, ocierając się z krwi. 

 

Następnego dnia Łukasz umówił się na spotkanie z Papierem przed Szeolem. Około dwunastej Papier w asyście uzbrojonego w karabin snajperski Argona ukrywającego się na dachu, czekał przed budynkiem. Nagle koło jego nogi przemknął wielki karaluch. Chwilę później ujrzał nadjeżdżającego czarnego jeepa. 

 

- Łukasz, ty na serio chcesz...? - zaczął Albert z tylnego siedzenia, lecz przyjaciel mu przerwał. 

- Tak. To jedyna możliwość, by zakończyć tą sprawę raz na zawsze. 

- Trzymaj się, chłopaku - Kosior podał Łukaszowi rękę na pożegnanie, zanim wyszedł z samochodu. Wtedy odjechał, zostawiając Łukasza z Papierem sam na sam. 

- Witam, Machnacki. Czym mogę służyć? - spytał mafioso, chowając dłonie do kieszeni garnituru. 

- Masz wypuścić tego chłopaka i jego dziewczynę - odparł Łukasz. 

 

Papier zaśmiał się. 

 

- Niby kurwa czemu? Bo poskarżysz się pani? 

- Zrób to dla własnego dobra. Oni nic ci nie zrobili. 

- Jak to nic? Przez tego śmiecia straciłem mnóstwo kasy. 

- Ostatni raz ci mówię... 

- Dobra, widzę, że tylko tyle masz mi do powiedzenia, kolego. Możesz spierdalać. 

- Sam tego chciałeś, Papier... 

 

Łukasz sięgnął za pazuchę i już miał coś wyjąć, gdy nagle został dwukrotnie postrzelony przez Argona. Papier zbliżył się do jego zwłok i spostrzegł, że Machnacki w rzeczywistości wyciągnął zapalniczkę. 

- Kurwa mać - wrzasnął na widok nadjeżdżających radiowozów. - Ten skurwysyn dokładnie to zaplanował. Ale nie z takiego syfu wychodziłem! 

Papier schował się za murkiem, wyjął rewolwer i zaczął strzelać do funkcjonariuszy wraz z Argonem. 

Piotr usłyszał odgłosy strzelaniny z zewnątrz. Ostatkiem sił uwolnił się z więzów, po czym podszedł do Weroniki. Spróbował ją ocucić. 

- Budź się, szybko! Nie mogą nas złapać! - Bielak rozkuł Weronikę i zaczął ją nieprzytomną prowadzić ku wyjściu. Korzystając z zamieszania, wymknął się z Szeolu. 

 

Minęły dwa tygodnie. Piotr właśnie szedł w kierunku domu Weroniki, która w końcu doszła do siebie. 

 

O zakończeniu sprawy dowiedział się z gazet. Marian O. ps. Papier i Dariusz L. ps. Argon poddali się, gdy skończyła się im amunicja. Wcześniej zdołali zabić jednego policjanta i zranić trzech. Poza Łukaszem Machnackim, w starym baraku nieopodal Szeolu znaleziono zwłoki Borysa Głowackiego ps. Zborek, Marceliny Skowron ps. Pszczółka i Pawła Banaszyka ps. Ciemny. Papier i Argon dostali dożywocie. 

 

Nadkomisarz Szmit obserwował z radiowozu jak Piotr wita się z Weroniką i obydwoje wchodzą do srebrnego maserati. 

- Jedź za nimi - rzucił do policjanta za kierownicą. Radiowóz ruszył za Bielakiem, jednak po kilkudziesięciu metrach drogę przecięła śmieciarka. 

- Psia mać... - warknął Szmit, spoglądając na oddalające się maserati. Westchnął, po czym uśmiechnął się krzywo. 

 

 

KONIEC


Tagi:

Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości