Ślepnąc od świateł. Czyściec

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i inne teksty dużej objętości. Mile widziane wszelkie możliwe gatunki literackie i teksty, które nie mieszczą się w dziale Miniatury i drabble. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów!
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble". 

 

Przydatne definicje 

drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń 

 

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż objętość dopuszczalna przez skrypt, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości. 

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).

Awatar użytkownika

Autor tematu
Bordo
kozik
kozik
Posty: 94
Zobacz teksty użytkownika:

Ślepnąc od świateł. Czyściec

Post#1 » 15 sty 2021, o 19:27

(Opowiadanie jest fanowskim prequelem serialu Ślepnąc od świateł Krzysztofa Skoniecznego i Jakuba Żulczyka) 

 

*Popatrzcie na to wszystko, co dzieje się na niebie, jak światła nie zmieniają swego biegu, jak każde wschodzi i zachodzi zgodnie z porządkiem, 

każde w swoim czasie, nie zmieniając swych reguł. Popatrzcie na ziemię i zrozumcie na podstawie dokonanych od początku do końca na niej dzieł, że jak to 

wyraźnie widać, żadne z dzieł Boga się nie zmienia. „Popatrzcie na lato i zimę, jak cała ziemia pełna jest wody, a chmury, rosa i deszcz pozostają na niej* 

- Księga Henocha 

 

 

Akt I 

Świadomość Jana 

 

Moje życie nie było tak standardowe, jak wielu innych ludzi. Nie wyglądało tak jak twoje, twoich rodziców czy znajomych. Ale od początku. 

 

Nazywam się Jan. Urodziłem się w latach 90 - tych na warszawskich Kabatach. Mój ojciec był dziennikarzem nowopowstałego Polsatu, matka pracowała jako matematyczka. Nie byłem w szkole jakiś wybitny, jednakże dobrze szły mi humanistyczne przedmioty. Nie miałem w szkole praktycznie żadnych znajomych, byłem raczej zamknięty w sobie. Po szkole słuchałem Lady Pank i Kukiza, czytałem romantyków, czasem obejrzałem jakiś film. Ominęły mnie liczne dyskoteki i życie towarzyskie, można powiedzieć, byłem od tego w stu procentach odcięty. Nie paliłem papierosów, piwo tylko bezalkoholowe, nie słuchałem Pioruna, nie pisałem HWDP na przystankach autobusowych. Dla moich rówieśników z ogólniaka było to niezrozumiałe, jednak ja po prostu byłem sobą.  

 

Jednakże samotność z czasem zaczęła mi doskwierać. Czułem, że proces dojrzewania, introwertyczność oraz spory zastrzyk wiedzy, jaki otrzymałem w liceum, przyczynił się do tego, iż czułem się jak uwięziony pod jakąś kopułą. Istotna była geometria i infrastruktura systemu miejskiego, co dla mnie stanowiło pewne tło. Miałem jeszcze nadzieję, że wszystko się odmieni, jednak każdy kolejny rok wyglądał podobnie. Postanowiłem porozmawiać z jedną z niewielu osób, którym ufałem. Czyli nauczycielem historii, profesorem Kalickim. 

 

- Słuchaj, Janek - powiedział historyk, strzepując spodnie z kurzu. - Wiem mniej więcej, o co ci chodzi. Gdy byłem w twoim wieku, no, może trochę starszy, miałem w klasie taką Anię. Strasznie tępa, unikałem jej, bo i tak nie miała niczego do zaoferowania, po prostu brzydko mówiąc kretynka jakich mało. W pewnym momencie swojego życia miałem natłok myśli. Zacząłem sobie mimowolnie wyobrażać tą Ankę. I gdy tylko myślałem, o jakichś oczywistościach, mój mózg wyobrażał sobie ją, mówiącą: Dobrze, a skąd wiesz? Wyobrażasz to sobie? Ja myślę o jakimś rosyjskim carze, a tu nagle moja średnio rozgarnięta koleżanka stara się tę wiedzę podważyć. Oczywiście nie traciłem tej wiedzy, ale było to, siłą rzeczy, dość mało komfortowe. I wiesz, co zrobiłem? 

- Przeszło panu? 

- Nie, samo by mi nie przeszło. Ale za każdym razem, gdy pojawiała się w moich myślach, mówiłem do niej: Spierdalaj, głupia suko. Możesz mi nie wierzyć, ale zadziałało. Ale to tak między nami. Później udałem się jeszcze do specjalisty, okazało się, że to wszystko było efektem nerwicy. Ale jakąś ją przezwyciężyłem. Summa summarum, powinieneś skonsultować swoje problemy z jakimś psychologiem, terapeutą. Może to byłoby dobre rozwiązanie, jak myślisz? 

- Sam nie wiem... 

- Dobrze ci radzę, Janek. No, a teraz leć, bo zaraz ci się chyba kolejna lekcja zaczyna.  

 

Niedługo później sam zacząłem mieć problemy z płcią przeciwną, podobnie jak pan profesor, jednak nieco innego rodzaju. Przez pewien czas oglądałem zdjęcia ładnych aktorek w internecie. Potem sytuacja się zmieniła. Zauroczyłem się w dziewczynie z równoległego profilu. Nazywała się Adrianna, choć wszyscy mówili na nią po prostu Ada. Niestety, praktycznie nic o niej nie wiedziałem poza imieniem i nazwiskiem, nigdy nie zamieniłem z nią ani słowa. Jednakże dość często widywałem ją na przerwach, co wiązało się z jeszcze innym problemem. Wcześniej nie było tego w moim otoczeniu, jednak teraz zaczęły mnie dotykać skutki seksualizacji. Filmy pornograficzne, gigabajty obrzydliwych treści erotycznych na forach internetowych, uprzedmiotawiające kobiety czasopismo Hugh Heffnera. Zdarzało się, że to wszystko jak na złość przypominało mi się, gdy chciałem na nią spojrzeć. Wówczas wyobraźnią podmieniałem jej twarz na inna koleżankę, która była mi obojętna. Wiedziałem, jednak, że wiecznie tego robić nie mogę. Być może, gdybym w końcu znalazł sobie dziewczynę, byłbym szczęśliwszym człowiekiem i część moich problemów zniknęła? 

 

Moim idolem z tamtych czasów był Bogusław Linda. Uważam go za bardzo utalentowanego aktora, ceniłem jego kreacje czy to w Przypadku, czy Psach czy Quo Vadis. Sam sobie czasem wyobrażałem, że ja jestem takim Maurerem, a Ada to moja Angela. Pewnego razu zdarzyła się rzecz dość niespodziewana. Była to sobota, siedziałem właśnie w pokoju oglądając coś na laptopie i jedząc kupioną przez moją mamę drożdżówkę. Wtedy tata zapukał do mojego pokoju i powiedział, że mam gościa. Nie mogłem uwierzyć oczom, gdy ujrzałem Bogusława Lindę we własnej osobie.  

- Właśnie wróciłem z planu Bitwy Warszawskiej - aktor podał mi rękę i usiadł obok mnie. - Cześć, Janek. Słyszałem, że masz problem. Podoba ci się jakaś koleżanka, ale nie potrafisz do niej zagadać, prawda? 

- No... tak... 

- Słuchaj, myślę, że da się coś zrobić. Pomogę ci.  

 

Dwa dni później faktycznie razem z Lindą udaliśmy się do mojej szkoły. Gdy ujrzeliśmy Adę, wskazałem ją ruchem głowy. 

- A teraz po prostu podejdź i powiedz, to, czego chcesz. Zdecydowanie, bez owijania w bawełnę powiedz, że chciałbyś ją zaprosić na kawę i ciastko. 

- Sam nie wiem... to stresujące... - odpowiedziałem. 

- Liczę na ciebie, młody. 

Poszedłem w kierunku Ady zdecydowany, tak, jak mi radził Linda. I w tym momencie znalazłem się w swoim łóżku. Była sobota. 

 

W tym samym czasie na strzelnicy ŚRUT, Rembertów 

 

Dziesięć trafień. Dario z uśmiechem przeładował glocka i drapiąc się po łysej potylicy, ruszył w kierunku obserwującego go od kilku minut mężczyzny w eleganckim garniturze.  

- Nieźle panu poszło, gratuluję. Jestem Jacek Piotrowicz, właściciel.  

- Również mi miło, Piotrowicz. Właściwie przyszedłem tu do pana - Dario wyszczerzył zęby w przerażającym uśmiechu. 

- Do mnie? Nie bardzo rozumiem. 

- Widzisz, Jacuś, jeszcze kilkanaście lat temu byłem jednym z kapitanów Pruszkowa. Jak Masa zaczął sypać, wszystko poszło się pierdolić. Straciłem wpływy i kontakty. A ty się liczysz na mieście. Proponuję małą współpracę. Zgodzisz się, prawda, Jacuś? 

- No... w zasadzie mógłbym się nad tym zastanowić... ale musisz coś dla mnie zrobić. Jedna dziennikarzyna ma u mnie wyrok śmierci. Ale ty musisz pokazać, że masz jaja. Nie zabijesz jego, tylko małą córeczkę. Co ty na to? 

- Umowa jasna i klarowna. Podobasz mi się, Jacuś. 

 

Niecałą godzinę później Dario był już pod wskazanym adresem na Kabatach. Zapukał do drzwi. Otworzył mu mężczyzna z lekkim zarostem po czterdziestce. Spojrzał zdziwiony. 

- Pan do nas? 

- Tak. Robert Waśko, jestem hydraulikiem. Pana żona prosiła, żebym przyszedł w sprawie cieknącego kranu. 

- Agata pana powiadamiała? Dziwne, bo z kranem jest wszystko w porządku. 

- A może chociaż zerknę? Żeby nie było, że szedłem tu na darmo. 

- Jak pan chce.  

Dario, wchodząc, rozejrzał się po mieszkaniu. Już pomyślał, że być może poza ojcem nikogo w domu nie ma. Lecz wtedy dojrzał w salonie trzylatkę bawiącą się domkiem dla lalek. Delikatnie zbliżył się do dziewczynki.  

- Cześć - przyklęknął przy niej i uśmiechnął się. - Jak się nazywasz? 

- Madzia. 

- Madzia. Ładnie. Ile masz latek?  

- Tsy. 

- Trzy latka? Naprawdę? No to już duża dziewczynka z ciebie. A czym się bawisz? Mogę zobaczyć? 

- Proszę, może pan zerknąć na ten kran - powiedział ojciec. 

Wtedy Dario jednym ruchem chwycił Magdę za włosy i przygniótł jej głowę do ziemi. Mężczyzna patrzył zszokowany.  

- Nie ruszaj się, skurwielu, bo ją zabiję! - wrzasnął. 

- Zostaw ją! Zostaw! - wrzasnął przerażony ojciec ze łzami w oczach. 

- Jacek przesyła pozdrowienia, gnido!  

Dario wstał i tupnięciem nogą z całej siły zmiażdżył dziecku czaszkę. Krew i kawałki mózgu rozbryznęły wokół. Dario minął ojca Magdy bez słowa i wyszedł. Mężczyzna zapłakany patrzył na zmasakrowane zwłoki jego córki i zakrwawione lalki w domku.  

 

 

(Antrakt. Odejdź od komputera, po krótszej lub dłuższej przerwie wróć do czytania.) 

Akt II 

Cień Antona 

 

Tymczasem dziewięć tysięcy kilometrów dalej 

 

- Wróciłem, Noah! - zawołałem do syna, lecz bez odpowiedzi. Ostrożnie otworzyłem drzwi do pokoju syna. Ujrzałem go siedzącego po turecku na środku ołtarzyku. Wokół nakreślone czarnym pisakiem na podłodze były runy, towarzyszyło im kilka zapalonych świec. Noah miał zamknięte oczy, prawdopodobnie medytował.  

- Co ty wyprawiasz? - spytałem zmieszany, choć nie był to pierwszy raz, kiedy widziałem Noah w takim stanie. 

- Zostaw mnie! Wypędzam dżiny z tego domu. 

- Synu, tu nie ma żadnych dżinów. 

- Są, tylko daj mi kurwa dokończyć mój rytuał! Nie wystarczy ci, że wyrzuciłeś miesiąc temu mój amulet i byłem dręczony przez duchy przodków?! 

- Noah, posłuchaj... gdyby ktoś cię teraz zobaczył, powiadomiłby psychiatrę. Sprzątnij to i zabieraj się do lekcji. Aha, i żadnych przekleństw w tym domu, zrozumiano? 

- Debil... 

- Coś ty powiedział? Jeszcze jedno słowo i do końca roku nie będziesz spotykać się z Rachel. 

- Mam cię w dupie! I tak mnie nie kochasz, bo nie jesteś moim ojcem. Jestem dzieckiem Słońca, czy tego chcesz czy nie. A teraz wychodzę. 

- Nigdzie nie idziesz. 

- Spierdalaj! Idę tam, gdzie mnie zrozumieją.  

 

Kilka godzin później Noah zapuścił się w te rejony San Francisco, gdzie to tej pory nie bywał. Wokół roztaczały się dzielnice biedy, zamieszkane przeważnie przez ludność Murzyńską, gdzie kwitł handel bronią i narkotykami.  

Gdy Noah przechodził jedną z ciasnych uliczek pomiędzy domami, podeszło do niego kilku zakapiorów. 

 

- Co jest, białasie? Szukasz wpierdolu? - spytał jeden z nich. 

- Nie... szukałem ludzi z... 

Gangsterzy wyciągnęli noże. 

- Pożałujesz, że zaciągnąłeś swą bladą dupę na Baldwin Street, ziomuś. 

Wtem podszedł do nich podstarzały mężczyzna, ubrany w czarną marynarkę. Spoglądał to na bandytów, to na Noaha. 

- Zostawcie go - powiedział spokojnym głosem. 

- Zara ci przypierdolę z kosy, to zoba... - jeden z gangsterów rzucił się na nieznajomego, lecz ten chwycił go za głowę i wyłupił mu oczy. Reszta grupki uciekła. Noah wraz z tajemniczym mężczyzną również oddalili się do bezpieczniejszej okolicy.  

- Czego oni do ciebie chcieli? - spytał po dłuższej chwili nieznajomy. 

- Sam nie wiem... po prostu wszedłem na ich teren i napadli mnie... a tak w ogóle, dzięki za pomoc. 

- Nie ma sprawy. Tak w ogóle... Francis jestem.  

- Noah - chłopak przypatrzył się uważniej nowemu znajomemu i ujrzał czarny medalion. - Jesteś ze Świątyni Seta? 

- Zgadza się.  

- To właśnie was szukałem. Chcę dołączyć do waszego ugrupowania. 

- Jesteś tego pewien? 

- Tak. Jestem pełnoletni, więc chyba nie będzie problemu? 

- Dziś wieczorem odbędzie się magiczny rytuał w naszej lokalnej siedzibie. Będzie obecny najwyższy kapłan Anton Soders. Przedstawię cię mu i pogadamy. Póki co... uważaj na siebie.  

 

(Antrakt) 

Akt III 

Cogito ergo sum 

 

Dario zapalił trzeciego LMa i przyszła mu do głowy pewna zagadka. 

 

- Słuchaj, Jacuś... masz kij i piłkę, nie? Razem kosztują 1,10 zł. Piłka jest droższa o złotówkę. Ile kosztuje kij? 

- Dziesięć - odparł gangster, opierając się na krześle. 

- Źle. Prawidłowa odpowiedź to pięć groszy, kochaniutki. 

- Jak?  

- Srak. A teraz szmal za robotę. 

Jacek wyjął cygaro z ust, po czym wręczył wspólnikowi kopertę z banknotami. Dario zaczął dokładnie przeliczać. 

- Proszę. Działamy uczciwie, nie? Wymagam, to płacę. 

- Gdybyś mi nie zapłacił, kazałbym ci zrobić mi laskę. Żegnam. - Dario skierował się do drzwi wyjściowych. Wsiadł do białego mercedesa i odjechał w kierunku Gocławia. Jacek odprowadził go wzrokiem, patrząc przez okno w restauracji.  

Z samochodowego radia wybrzmiewał nowy utwór Pioruna. 

 

- P do I do O do R do U do N, elo! 

Piorun, skurwysyny 

Na szarej glebie hajsy  

Na czarnym niebie gwiazdy 

Na białym śniegu krew z twarzy  

To byłeś ty, a mógł być każdy  

Wykrzywia mi twarz grymas  

Gdy przechodzę, ty się zrywasz  

Patrzę w tył, tam pożar  

Patrzę w sny, walę prozac  

Błysk, wali piorun  

Spierdalać do schronu  

Życie to plac boju  

Przestań skamleć: Boże, pomóż!  

Jutro ma kształt wojny  

Wiem, póki jestem przytomny  

Metal uderza o metal  

Kokaina, potem seta 

Urojenia sączą się jak krwotok  

Ten syf może zmyć tylko potop  

Próbuję zatamować ten myślotok  

Ten syf może zmyć tylko potop  

Taśma piętnaście na trzy prostokąt  

Ten syf może zmyć tylko potop  

Wszystko, co miało pomóc, nie pomogło dotąd 

 

Dario zaparkował mercedesa i udał się do pobliskiego bloku. Ze zdziwieniem spostrzegł, że drzwi do jego mieszkania są otwarte. W kuchni ktoś czekał. 

- Czego chcesz? - spytał gangster. 

- Nazywam się Jan Lichota. Wiem, że to ty zabiłeś moją siostrę. 

- O, to ciekawe. A skąd? 

- Po blachach auta, kurwo. 

 

Jan wyjął pistolet, wycelował w głowę Daria i nacisnął spust. Zamknął na chwilę oczy i wziął głęboki oddech. Jednak gdy znów je otworzył, mężczyzna stał tak jak wcześniej, z okrutnym uśmiechem. Zdezorientowany Jan strzelił jeszcze dwa razy w klatkę piersiową, jednak gangsterowi nic się nie działo. 

- Bardzo dobrze! Strzelaj, Janek! Daj upust swojej złości. 

- Kim ty do cholery jesteś?! 

- Myślę, że znasz moje imię. 

- Szatan... 

- No, miło mi, że mnie awansowałeś, ale nie. Jestem Azazel, ale nazywają mnie również Belzebub, Władca Komarów czy Samael, Anioł Śmierci. Jestem jednym z generałów wymiaru Infernum. Wbrew pozorom masz więcej szczęścia niż pecha, że mnie spotkałeś. Choć z pozoru mogło by się wydawać inaczej... 

- Nie... to... to jakiś koszmarny sen. 

- Istotnie. Cały czas śnisz. Ale zacznijmy od początku. Tylko zostaw tego gnata, błagam - Azazel usiadł na przeciwko Jana. 

- Ja... ja nie mogę... o co w tym wszystkim chodzi? 

- Widzisz, gdy miałeś niecały rok, twoi rodzice mieli poważny wypadek samochodowy w pobliżu Bydgoszczy. Kierowca jeepa był pijany, wyrżnął centralnie w wasze auto. Niestety, nikogo nie udało się uratować. Ani jego ani was. 

- Co chcesz mi powiedzieć? 

- Wszystko co do tej pory przeżyłeś, nie działo się naprawdę. Jesteś w Purgatorium, Czyśćcu, do którego trafiłeś po śmierci, bez żadnej tego świadomości. Znalazłeś się w rzeczywistości przemocy, egoizmu, upadku wartości i nienawiści. Jednak to wszystko było tylko pewną iluzją. Więc i twoi rodzice ani martwa siostra, nie byli twoją rodziną. Tyko ja z tego, co widziałeś na tym świecie, jestem prawdziwy. 

- I przybyłeś tu specjalnie po to, by mi o tym powiedzieć? Dlaczego dopiero teraz? 

- Przybyłem tu po duszę Jacka Piotrowicza, który po zawarciu paktu z Infernum stał się wpływowym, bogatym gangsterem. Nasze spotkanie jest właściwie przypadkowe.  

- Dlaczego mi powiedziałeś o tym wszystkim? 

- Pozwól, że coś ci pokażę. 

 

Azazel podszedł do Jana i położył mu dłonie na ramionach. 

- Czeka nas daleka, ale krótka podróż. 

Po chwili obaj znaleźli się w dość sporym budynku. Jan zorientował się, że musi być to jakaś świątynia. Ze wszystkich stron otaczały ich różne obrazy, pentagramy i odwrócone krzyże. Przed nimi leżało czyjeś zakrwawione ciało. Tuż za nim tłum podobnie ubranych ludzi. Jeden z nich podszedł do przybyłych.  

- Witaj, mój Panie... nawet nie wiesz, jak ogromna jest radość w moim sercu. Jestem Anton, twój kapłan. 

- Witaj, Antonie - Azazel podał rękę kapłanowi. Wtem Soders upadł na ziemię z krzykiem. Jego ciało płonęło. Wyznawcy patrzyli z przerażeniem. - Wyjątkowo bezczelny.  

- Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spytał Jan. 

- Widzisz tych ludzi? - Azazel wskazał na ludzi obecnych w świątyni. - Ci słudzy to tylko mikroskopijna część tego, co mogę ci dać, jeśli pójdziesz za mną. 

- Co?! 

- Widzisz, mogę cię ustanowić jednym z moich podkomendnych. Przez te wszystkie lata byłeś nikim. A jeśli zdecydujesz się na współpracę, będziesz miał wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłeś. Czy Bóg złożyłby ci taką ofertę? Nie! Skazał cię na cierpienia w Purgatorium, nie dając nic w zamian. A ja ci mogę dać wiele. Chciałeś mieć dziewczynę, prawda? Mogę ci dać tysiąc dziewczyn o figurze supermodelki. Chciałeś wyjazdu w tropiki? Znajdę ci miejsce, jak ze snów. Zrobię wszystko, byś był szczęśliwy. Jednak musisz udać się za mną do Infernum. Zastanów się nad tym. 

 

Przez chwilę Jan był zbity z tropu. Nie wiedział, co ma zrobić w takiej sytuacji. Lecz po dłuższej chwili przyszło mu do głowy pewne rozwiązanie. 

- I jak? Namyśliłeś się? - spytał demon.  

- Tak - uśmiechnął się Jan, po czym wyjął trzymaną w kieszeni berettę i strzelił sobie w głowę. 

- Nieładnie, Janek - roześmiał się Azazel.  

Mężczyźnie nic się nie stało. 

- Tylko nie to... nie!!! - wrzasnął Jan, płacząc. 

 

(Antrakt) 

Akt IV 

Dusza Jacka 

8 lat później 

 

- Kurwa, co jest grane? Gdzie ja jestem?! Halo! - Jacek rozejrzał się po dziwnym pomieszczeniu, w jakim się znalazł. Nie było w nim nic poza jednolitymi, marmurowymi ścianami, tworzącymi swoistą klatkę. Żadnych okien, drzwi... Jacek nie miał pojęcia, kto ani w jaki sposób mógł go tu przenieść. Ostatnie, co pamiętał to piekielny gorąc w saunie. Co się z nim stało? 

 

Odwrócił się i ujrzał dwie postacie, z czego jedna była mu znajoma. 

- Dario? Co ty tu kurwa robisz?  

- Infernum ma dziewięć kręgów. Twoje miejsce powinno być w ósmym, wśród okrutników strzeżonych przez Minotaura. Jednak lata temu podpisałeś cyrograf, oddałeś duszę Lucyferowi. A więc sytuacja wygląda inaczej. Zostaniesz tutaj, Jacek. 

- Co ma znaczyć to pierdolenie? Kim ty do cholery jesteś? 

- Egzekutorem twojego długu, który właśnie odpłacasz. Żegnaj.  

Azazel i jego wspólnik zniknęli. Jacek zauważył, że sufit bardzo powoli schodzi w dół. Wpadł w panikę, ponieważ nie było w pobliżu niczego, czym można by zablokować. Gdy sufit tuż nad nim, próbował zatrzymać go rękami, nic z tego. Został przygnieciony do ziemi. Wrzeszczał z bólu i przerażenia, aż nie rozległ się chrzęst pękającej czaszki. 

 

KONIEC


Tagi:

Awatar użytkownika

D.M.
miecz
miecz
Posty: 264
Zobacz teksty użytkownika:

Ślepnąc od świateł. Czyściec

Post#2 » 17 sty 2021, o 21:28

Literówki z tego kawałka, który przeczytałem: 

 

Wówczas wyobraźnią podmieniałem jej twarz na inna koleżankę, która była mi obojętna.
 

Powinno być "inną" zamiast "inna". 

 

Być może, gdybym w końcu znalazł sobie dziewczynę, byłbym szczęśliwszym człowiekiem i część moich problemów zniknęła?
 

Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że raczej powinno być "zniknęłaby" zamiast "zniknęła". 

 

Dalej czytać nie będę, bo to dla mnie zbyt makabryczna historia. Początek wydawał się ciekawy i nie wykluczam, że dalej są jakieś ciekawe filozoficzne rzeczy. Ale tacy czytelnicy, jak ja, nie potrafią przedrzeć się przez czytanie o takich okropnych zabójstwach.


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości